Parafia rzymskokatolicka pw. Miłosierdzia Bożego w Szczecinie
Ksiądz, który musiał zginąć...

Ksiądz Sylwester Zych urodził się 19 maja 1950r. w Ostrówku koło Wołomina. Pochodził z bardzo skromnej, pobożnej rodziny. Od najmłodszych lat pomagał swoim rodzicom w domowych obowiązkach. W wieku szesnastu lat stracił ojca. Potem ukończył szkołę zawodową w Zielonce. Już jako młody chłopiec marzył, aby zostać kapłanem. Za namową ks. Grzegorza Kalwarczyka (ówczesnego kapłana parafii św. Trójcy w Kobyłce) ukończył Technikum Elektryczne. Po zdaniu matury wstąpił do Wyższego Metropolitarnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Dokładnie 5 czerwca 1977r. przyjął z rąk Prymasa Polski ks. Kard. Stefana Wyszyńskiego święcenia kapłańskie.

Swoją pracę duszpasterską młody neoprezbiter rozpoczął w Czerniewicach koło Tomaszowa Mazowieckiego. Posługiwał także w parafii w Stanisławowie, Bedlnie oraz w Tłuszczu. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych ks. Sylwester po raz pierwszy naraził się funkcjonariuszom reżimu. Zainicjował bowiem akcję wieszania krzyży w szkołach. Brak pokory wobec władzy nie pozostał bez odzewu. W roku 1982, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego pojawiła się pierwsza okazja, aby uciszyć kapłana. Dwóch nastoletnich członków organizacji „Powstańcza Armia Krajowa” śmiertelnie postrzeliło starszego sierżanta milicji – Zdzisława Karosa. Poszukiwania zabójcy, doprowadziły milicję do ks. Zycha. Na plebanii został odnaleziony pistolet, z którego jak się okazało został zastrzelony milicjant. Podczas przesłuchania młody kapłan powiedział: „czułem się zobowiązany udzielić pomocy i schronienia wszystkim potrzebującym, a więc także i tym chłopcom. Chciałem im pomóc bo czułem się za nich moralnie odpowiedzialny”. Ks. Sylwester został skazany na  6 lat więzienia. Przetrzymywany był w bardzo ciężkich warunkach. Za namową władz był poniżany i upokarzany.

Kiedy latem 1984 roku ogłoszono amnestię dla więźniów politycznych, nie tylko nie uwolniono ks. Zycha, ale zaostrzono rygor wykonywania kary m.in. poprzez dziewięciomiesięczny pobyt w izolatce. Nie pozwolono mu także na odprawianie mszy. Ks. Sylwester wolność odzyskał po 4 latach, 7 miesiącach i 5 dniach spędzonych w więzieniu. Wtedy został kapelanem sióstr Rodziny Maryi w Białołęce Dworskiej oraz kapelanem środowiska KPN. Mimo odzyskania wolności, kapłan nie pozbył się prześladowców. Dowodem na to są anonimowe listy, które otrzymywał kilka razy w miesiącu. Ich treść nie pozostawiała wątpliwości co do stosunku ubeków do księdza. „Niedługo zamkniemy Ci mordę, klecho”, Módl się, módl bo twoje dni są policzone”. Pomimo brutalnych działań bezpieki ks. Sylwester Zych odważnie głosił prawdę podczas kazań: „Wiem że żyje się wam źle […], że często do pierwszego brakuje pieniędzy […] mamy nieszczęście żyć w ustroju, który jest niereformowalny […] niektórzy z was mieli odwagę powiedzieć „nie” […] z tymi ludźmi, ja wasz kapłan, jestem solidarny”. Właśnie za tą prawdę płacił coraz większą cenę. Bezpieka śledziła każdy jego krok. Kapłan nie czuł się bezpiecznie, co potwierdził w swoim testamencie z dnia 13 października 1987r. – „czuję że zbliża się mój dzień, czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swoim kapłanem”.

W 1989 roku po wyjściu z teatru ks. Sylwester Zych został zaatakowany przez dwóch mężczyzn. Obezwładnili go i pobili. Usiłowali wlać mu do gardła wódkę. Sprawców spłoszył nadjeżdżający samochód. Dochodzenie z powodu nie wykrycia sprawców zostało umorzone.

Podczas ostatniego pobytu w domu rodzinnym przed wyjazdem powiedział do siostry „mogę wrócić, mogę nie wrócić nie wiem […] testament jest w szufladzie”.

Wkrótce otrzymał nominację na wikariusza parafii św. Jakuba w Skierniewicach. Po przewiezieniu tam swojego dobytku udał się na krótki urlop do Braniewa. Tam zatrzymał się u swojego przyjaciela ks. Prałata Tadeusza Brandysa, proboszcza parafii św. Katarzyny. W dniu 10 lipca po wspólnym śniadaniu, odwieziono ks. Sylwestra na przystań do Fromborku, skąd miał popłynąć statkiem do Krynicy Morskiej. Tego dnia temperatura przekroczyła 40 stopni Celsjusza. Ks. Zych ubrany był w koszulkę polo z krótkim rękawem. Nikt z załogi, ani z pasażerów nie widział kapłana na pokładzie. Dokładnie 12 lipca 1989 roku w „Głosie Wybrzeża” opublikowano wiadomość o znalezieniu zwłok mężczyzny bez dokumentów na dworcu PKS w Krynicy Morskiej. Księża z parafii św. Katarzyny byli zaniepokojeni tą informacją. To że znalezionym mężczyzną jest ks. Zych potwierdzili upoważnieni przez proboszcza Brandysa mężczyźni z prosektorium.

Przeprowadzona 14 lipca ponowna sekcja zwłok wykazała u zmarłego złamanie czterech żeber oraz 54 inne obrażenia. Po zidentyfikowaniu ciała sprawy „w swoje ręce” wziął Jerzy Urban, pełniący obowiązki Prezesa Komitetu ds. Radia i Telewizji. Po jego ingerencji jeden w dziennikarzy nakręcił reportaż o zapijającym się na śmierć duchownym. Starał się w nim ukazać, że ks. Sylwester Zych w noc zabójstwa, będąc w klubie „Riwiera” razem z towarzyszem wlewał w siebie ogromną ilość alkoholu. Potem w stanie upojenia ks. opuścił lokal i zmarł kilkaset metrów dalej. Ten artykuł był bardzo zaskakujący, ponieważ nikt oprócz pracowników klubu nie zauważył „libacji” z udziałem kapłana. Ta wersja została podważona przez fakt, mówiący o tym, że martwy mężczyzna znaleziony na dworcu PKS to nie był ks. Zych. Ciało kapłana rozpoznał znajomy, ale dopiero w prosektorium (30 godzin po zawiadomieniu milicji), zaś na miejscu znalezienia zwłok nie wykonano żadnej fotografii twarzy denata. Kolejną wątpliwość budził fakt, że znaleziony człowiek ubrany był w koszule flanelową – zupełnie inną niż ta, którą miał na sobie ks. Zych.

Pogrzeb odbył się w Duczkach, a przewodniczył mu biskup Zbigniew Kraszewski. Ks. Sylwester Zych został pośmiertnie oznaczony Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami przez prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego.

Śledztwo, dotyczące śmierci kapłana trwało 4 lata. Mimo przesłuchań wielu świadków oraz zebrania 17-tu tomów akt nie rozwiązano wielu wątpliwości związanych ze śmiercią księdza. W grudniu 1993 roku prokurator B. Michalski utrzymał w mocy zaskarżone przez pełnomocników rodziny zmarłego postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie śmierci kapłana. Stwierdził, że: „wyniki śledztwa nie mogą być uznane za zadowalające, gdyż zebrane dowody nie pozwalają na dokonanie ustaleń, dotyczących stanu faktycznego. Zbrodnia doskonała? Tego nie wiem. Z pewnością perfekcyjnie przygotowana”.

Odpowiedzią na pytanie, dotyczące śmierci ks. Zycha niech będą słowa ks. Leona Kantorskiego: „Żył ewangelią. Była dla niego wszystkim […] nie nawiedził zła pod każdą postacią: grzechu komunizmu […] Dlatego musiał zginąć”.

 

opracowała Dagmara

 

 

 

------------------------------------------------------------------

inne talerzyki

 

HOME