Parafia rzymskokatolicka pw. Miłosierdzia Bożego w Szczecinie
Modlitwa to dialog miłości między Bogiem a człowiekiem

Współczesny człowiek, nawet wśród tętniących życiem osiedli jest coraz bardziej samotny, opuszczony i niezrozumiany. To czego pragniemy, za czym tęsknimy i czego potrzebujemy, to serca, zrozumienia, możliwości wypowiedzenia się przed kimś najbliższym, kochanym. Coraz bardziej potrzebujemy wypowiedzieć swoją biedę, wyrzucić z siebie, to co boli, znaleźć cierpliwego słuchacza. Jest taki Ktoś, zawsze gotowy do dialogu stale na nas czeka, śledzi nasze kroki i czuwa nad każdym uderzeniem naszego serca. Pełen miłości i miłosierdzia pochyla się nad każdym z nas i pragnie nam zawsze pomagać. To Jezus Eucharystyczny, cały dzień i noc czeka na nas w Tabernakulum. Zawsze nas słyszy, nawet z oddali – bylebyśmy tylko jedną myśl zwrócili w stronę kościoła. Jemu zawdzięczamy życie, więc już samo to nakazuje nam nawiązać z Nim kontakt, rozmawiać z Nim, czyli modlić się.

Modlitwa jest dla nas tak niezbędnie konieczna, jak pokarm i tlen, abyśmy mogli normalnie funkcjonować i żyć godnie. Zresztą, Pan Jezus przypomina nam o konieczności codziennej modlitwy: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam; Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie prosić będziecie; Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie [Mt.]. Święta s. Faustyna zaś napisze, że w jakimkolwiek bylibyśmy stanie, zawsze powinniśmy się modlić [Dz.146]. Jeżeli Jezus Chrystus nieustannie ofiaruje nam dar życia wiecznego i swoją miłość, to powinniśmy w codziennej modlitwie te dary przyjmować z wielką radością i wdzięcznością.

Jaki jest zatem cel naszej modlitwy? Najważniejszym zadaniem i celem modlitwy jest codzienne wyrażanie zgody na to, aby Jezus przemieniał nas swoją miłością i prowadził do nieba. Jeżeli zaczniemy się wytrwale modlić, oddamy się Chrystusowi do Jego dyspozycji, to wtedy On będzie mógł nas przemieniać. Brak codziennego kontaktu z Bogiem choćby na krótkiej modlitwie, staje się głównym powodem wszystkich naszych życiowych dramatów, nieszczęść i tragedii. Codzienna modlitwa jest konieczna, abyśmy mogli dojrzewać do miłości i stawać się ludźmi naprawdę szczęśliwymi.

Dobrze jest na początku modlitwy zapytać, do kogo właściwie się modlę? Bóg jest nieskończonym Stwórcą i jest Tym, który teraz troszczy się o mnie, jest Tym, któremu oddaję cześć, jest Ojcem, Przyjacielem, Wybawicielem, jest Podstawą mojego życie. Gdy będziemy się modlić, czyli mówić do tego bliskiego, a zarazem dalekiego Boga, warto Mu po prostu powiedzieć to, co akurat pojawia się w nas – przeżycia, złość, radość, strach i zaufanie. Nasza modlitwa musi być uczciwa. Warto mówić o tym, jakie jest to nasze życie, o jego słabych i mocnych, jasnych i ciemnych stronach., by pozwolić Bogu spojrzeć w te ciemne zakamarki naszego serca. Modlitwa będzie wyzwalająca, wtedy, gdy staniemy przed Bogiem tacy jacy jesteśmy, bez upiększeń. Powinniśmy pozwolić mówić naszemu sercu to, czego nie powiemy nikomu, gdyż jest to zbyt osobiste i krępujące. Modlić się, to odnieść do Boga wszystko, co jest w nas, a wtedy On może to przemienić, uzdrowić. Tak naprawę modlitwa zaczyna się dopiero wtedy, gdy mówię; Nie jak ja chcę, ale jak Ty. Bo celem modlitwy jest Sam Bóg.

Na modlitwie nie musimy wciąż walczyć o słowa. Celem modlitwy jest raczej milczenie. Milczenie przed Bogiem nie jest pustą ciszą, jest raczej miłosnym zatrzymaniem się przed Nim. Siedzimy przed Jezusem i cieszymy się, że On z miłością patrzy na nas, a my odpoczywamy w Jego ramionach. Nie potrzebujemy nic czynić, po prostu trwamy przed Nim i wsłuchujemy się w ciszy w to, co Jezus chce nam powiedzieć. Jezus oczywiście nie mówi głośno, ale w czasie modlitwy przychodzą do nas rozmaite myśli, a my mamy rozeznać, czy Jezus przez nie chce nam coś powiedzieć. Dawni mnisi powiadali, że jak pojawiająca się w nas myśl daje nam pokój i radość, to pochodzi od Boga. Boga spotkać można w ciszy, ale w nas też musi być pokój, ta cisza wewnętrzna, którą daje łaska uświęcająca i czyste serce. Na modlitwie liczy się zaufanie i postawa naszego serca, a nie czytane godzinami modlitwy, bo one często nie mają nic wspólnego z modlitwą. Nas męczą i zniechęcają, a Bogu też nic nie dają. Pan Jezus nie czeka na potok słów, ale na nasze serce wtulone i spoczywające na Jego Sercu. Co robić, aby nasza modlitwa była miła Jezusowi? Modlitwy można się nauczyć tylko wtedy, gdy się ją podejmuje i praktykuje. Pierwszą naszą czynnością każdego dnia, zaraz po przebudzeniu, powinien być akt całkowitego oddania się Chrystusowi przez Maryję. Przez to wyrażamy zgodę na to, aby Jezus był Jedynym Panem naszego życia, a Maryja nauczycielką i przewodniczką.

Modląc się trzeba całkowicie zaufać Jezusowi i powierzyć Mu swoje kłopoty, obawy, czy lęki. Jako ludzie wierzący, jesteśmy zobowiązani codziennie się modlić. Mamy tak zaplanować sobie rozkład zajęć na każdy dzień, aby był w nim stały czas przeznaczony na modlitwę, taką jak; Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu, czytanie Pisma świętego, Koronka do Bożego Miłosierdzia czy Różaniec. Nie powinniśmy zrażać się trudnościami i rezygnować, ale trwać w postanowieniu codziennej modlitwy. Na modlitwie nie należy szukać radości, czy zadowolenia, bo modlitwa nie zależy od uczuć, ale od naszej woli, a my z wdzięcznością przyjmujmy wszystko co Bóg daje. Pamięć o Panu powinna przenikać całe życie, a nie być aktywna tylko w czasie wyznaczonym na modlitwę, gdyż „bardzo mało się modli ten, kto zwykł modlić się tylko wówczas, gdy klęczy” [św. Jan Kasjan]. W modlitwie też powinny się znaleźć słowa pochwały dla Boga za całe piękno, które nas otacza i za wszelkie dobro, które nas spotyka. Miejscem, w którym możemy się spokojnie modlić jest kościół, a Msza św. jest dla nas najlepszą modlitwą.

Karol de Foucault, pustelnik, który znaczna część życia spędził w swojej pustelni na Saharze, napisał kiedyś do przyjaciela: ”Kiedy się kocha, chciałoby się nieustannie rozmawiać z ukochanym, albo przynajmniej nieustannie na niego patrzeć. Modlitwa nie jest niczym innym, jak pełnym ufności dialogiem z Umiłowanym. Patrzy się na Niego i mówi się Mu, że się Go kocha. Trwa się u Jego stóp i mówi się Mu, że chciałoby się tu żyć i umrzeć”. Kiedy tak się pojmuje modlitwę, wtedy nie patrzy się na zegarek, tylko na modlitwie chce się trwać i trwać. Wszyscy jesteśmy kochani i wszyscy kochamy Tego, który nas kocha, a jeśli tak jest naprawdę, to niemożliwe jest, abyśmy mogli spędzić dzień bez spotkania z Nim. Prawda?
Niech tak będzie!

 

oprac. Maria Pelc

 

 

pełna łyżeczka prozy

 

HOME