„WTORKI MIŁOSIERDZIA” W NASZYM SANKTUARIUM
Czym są Wtorki Miłosierdzia?
Sanktuarium Miłosierdzia Bożego jest szczególnym miejscem. Ludzie przychodzą tutaj z bardzo różnymi historiami. Jedni przychodzą podziękować. Inni prosić. Ktoś przynosi chorobę. Ktoś troskę
o dziecko. Ktoś samotność. Ktoś żałobę. Ktoś problem, którego od miesięcy nie potrafi rozwiązać. Ktoś przychodzi po wielu latach nieobecności. A czasem człowiek nie potrafi nawet powiedzieć, dlaczego przyszedł. Po prostu czuje, że potrzebuje być przez chwilę blisko Boga.
W każdy wtorek chcemy zrobić dla tych wszystkich historii miejsce. Tak narodziły się Wtorki Miłosierdzia. Nie jako kolejne nabożeństwo, które trzeba „odprawić”. Nie jako następny obowiązek w tygodniowym kalendarzu parafii. Chcemy, żeby był to czas spotkania. Ze Słowem Bożym. Z modlitwą. Z drugim człowiekiem.
A przede wszystkim z Bogiem, którego Jezus objawia jako Ojca bogatego w Miłosierdzie.
Miłosierdzie, które podnosi
Przez lata w języku religijnym bardzo mocno podkreślaliśmy grzech, winę, karę, obowiązek i konieczność poprawy. Wszystkie te rzeczy mają swoje miejsce. Chrześcijaństwo nie udaje, że zło nie istnieje.
Miłosierdzie również nie mówi: „Nic się nie stało”. Jeżeli człowiek zranił drugiego, trzeba nazwać krzywdę. Jeżeli można coś naprawić, trzeba próbować to naprawić. Jeżeli trzeba przeprosić, trzeba mieć odwagę przeprosić.
Ale Ewangelia pokazuje coś jeszcze. Jezus nie spotyka człowieka po to, żeby pozostawić go przygniecionego jego winą. Spotyka go, żeby go podnieść. Do człowieka sparaliżowanego mówi: „Wstań”.
Zagubionej owcy szuka, aż ją znajdzie. Do Zacheusza mówi po imieniu. Do kobiety pochylonej od osiemnastu lat mówi: „Jesteś wolna”. Piotrowi, który się Go zaparł, ponownie powierza ludzi.
A kiedy uczniowie po Wielkim Piątku zamykają drzwi ze strachu, Zmartwychwstały nie przychodzi z wyrzutem. Mówi: „Pokój wam”.
Taki obraz Boga chcemy odnajdywać podczas Wtorków Miłosierdzia. Boga, który mówi prawdę, ale prawdą nie zabija. Boga, który przebacza, ale nie poniża. Boga, który widzi ranę, ale nie nazywa człowieka jego raną. Boga, który zna przeszłość, ale nadal otwiera przyszłość. Miłosierdzie podnosi.
Nie straszyć Bogiem
Jedno pragnienie towarzyszyło powstawaniu tych rozważań szczególnie: nie chcemy straszyć człowieka Bogiem. Nie dlatego, że chcemy stworzyć łatwiejszą Ewangelię. Przeciwnie. Chcemy wrócić do Ewangelii jeszcze uważniej. Bo kiedy patrzymy na Jezusa, widzimy, że ludzie poranieni, zagubieni i grzeszni nie boją się do Niego przychodzić. Zacheusz chce Go zobaczyć. Kobieta grzeszna wchodzi do domu faryzeusza. Niewidomi wołają za Nim. Trędowaci podchodzą. Celnicy siadają z Nim przy stole. Dzieci przychodzą blisko. Coś
w Jezusie mówi człowiekowi: „Możesz podejść”.
I właśnie taki powinien być klimat sanktuarium Miłosierdzia. Człowiek nie powinien wychodzić stąd bardziej przestraszony Bogiem.
Powinien wychodzić bardziej gotowy Mu zaufać. Nie bardziej przygnieciony sobą. Bardziej gotowy zrobić następny dobry krok. Nie z przekonaniem: „Muszę zasłużyć na miłość Boga”. Ale z odkryciem:
„Jestem kochany. Dlatego mogę się zmieniać”. To ogromna różnica. Lęk może na chwilę zmusić człowieka do zachowania. Miłość może przemienić jego serce.
„Jezu, ufam Tobie”
W centrum duchowości Miłosierdzia znajdują się słowa zapisane pod obrazem Jezusa Miłosiernego: Jezu, ufam Tobie. Nie: „Jezu, wszystko rozumiem”. Nie: „Jezu, wszystko mi się udaje”. Nie: „Jezu, już się nie boję”. Ufam. Mogę ufać, kiedy rozumiem. I kiedy nie rozumiem. Kiedy modlitwa została wysłuchana tak, jak prosiłem. I kiedy nadal czekam. Kiedy jestem silny. I kiedy nie mam już siły. Kiedy widzę drogę. I kiedy trzeba ją wyznaczyć na nowo.
Ufność nie jest przekonaniem, że wszystko wydarzy się tak, jak chcemy. Jest czymś głębszym: cokolwiek się wydarzy, nie będę musiał przechodzić przez to bez Boga. Dlatego słowa „Jezu, ufam Tobie” powracają przez całą drogę Wtorków Miłosierdzia. Są jak oddech tej modlitwy.
Cały człowiek
Wtorki Miłosierdzia wyrastają również z przekonania, że Bóg spotyka całego człowieka. Nie tylko jego „duszę”. Człowiek ma ciało.
Potrzebuje snu. Odpoczynku. Bliskości. Rozmowy. Bezpieczeństwa.
Może być zmęczony. Samotny. Przestraszony. Może potrzebować lekarza. Psychologa. Pomocy materialnej. Drugiego człowieka.
Dlatego w tych rozważaniach Jezus czasem mówi: „Wstań”.
Ale czasem również: „Odpocznij trochę”. Czasem zaprasza do działania. A czasem do przyjmowania. Czasem do przebaczenia.
A czasem do postawienia mądrej granicy. Czasem do modlitwy.
A czasem pierwszym dobrym krokiem będzie telefon do lekarza, rozmowa z bliskim człowiekiem albo poproszenie o pomoc. Bo łaska nie niszczy tego, co ludzkie. Przychodzi właśnie tam.
Małe kroki
Nie chcemy podczas tych spotkań proponować ludziom wielkich duchowych programów. Życie najczęściej zmienia się inaczej. Przez małe kroki. Telefon. Rozmowę. „Przepraszam”. „Dziękuję”.
„Potrzebuję pomocy”. Pięć minut ciszy. Spacer. Odwiedziny. Jedno dobre słowo. Jedną decyzję.
Dlatego tak często podczas Wtorków Miłosierdzia pojawia się pytanie: „Jaki jeden dobry krok mogę zrobić?” Nie wszystko. Jeden.
Bo człowiek nie musi dzisiaj naprawić całego życia. Może dobrze przeżyć dzisiejszy dzień. A jutro zrobić następny krok.
Nawet jeśli źle skręcimy
Towarzyszy nam jeszcze jeden prosty obraz. Nawigacja. Kiedy jedziemy samochodem i skręcimy nie tam, gdzie trzeba, nawigacja nie mówi: „Pomyliłeś się. Koniec podróży”. Mówi: „Wyznaczam trasę na nowo”.
To piękny obraz Miłosierdzia. Nasze decyzje mają konsekwencje. Nie każdą drogę da się cofnąć. Nie każdą stratę odzyskać. Ale Bóg potrafi rozpocząć z nami z miejsca, w którym naprawdę jesteśmy. Nie
z miejsca, w którym powinniśmy być. Z dzisiejszego miejsca.
Miłosierdzie mówi: „Jesteś tutaj. Dobrze. Zobaczmy, jaka droga prowadzi stąd”.
Dlatego w tej duchowości nie chcemy siedzieć całe życie przy skrzyżowaniu, na którym kiedyś źle skręciliśmy. Bierzemy odpowiedzialność. Naprawiamy to, co możemy. Przyjmujemy przebaczenie. I pozwalamy Bogu prowadzić dalej.
Modlitwa wstawiennicza
Ważną częścią każdego Wtorku Miłosierdzia jest modlitwa za innych. Przynosimy konkretne intencje. Imiona. Rodziny. Choroby. Kryzysy. Radości. Ludzi, którzy sami nie potrafią się już modlić. Ale chcemy pamiętać: za każdą intencją zapisaną na kartce jest człowiek. Nie „przypadek”. Nie „problem”. Człowiek z historią.
Dlatego nasza modlitwa nie ma być próbą przekonania Boga, żeby wreszcie zainteresował się czyimś losem. On już jest zainteresowany. Modlitwa wstawiennicza oznacza raczej: przynosimy człowieka razem do Serca Jezusa. Czasem prosimy o cud. Czasem o rozwiązanie. Czasem o siłę. Czasem o właściwego lekarza. Czasem o pojednanie. A czasem o łaskę przejścia przez coś, czego nie można zmienić. I zawsze możemy powiedzieć: Jezu, Ty znasz całą historię. Ufamy Tobie.
Jak zbudowane są Wtorki Miłosierdzia?
Każde spotkanie ma podobny, prosty rytm. Najpierw rozpoczęcie, które pomaga wejść w temat. Potem Słowo Boże. Bo nie chcemy budować Miłosierdzia tylko na naszych uczuciach. Chcemy patrzeć na Boga objawionego w Jezusie. Następnie rozważanie. Proste. Bliskie codzienności. Dotykające życia, jakie naprawdę przeżywamy. Potem Koronka do Miłosierdzia Bożego. Następnie modlitwa wstawiennicza za ludzi i sprawy przynoszone do sanktuarium.
Jest również chwila ciszy. Bo nie wszystko trzeba powiedzieć. Niektóre rzeczy muszą po prostu pobyć przed Bogiem. Później modlitwa wdzięczności. Nie chcemy bowiem tylko prosić. Chcemy również uczyć się zauważać dobro. A na końcu pojawia się Słowo na drogę. Jedno zdanie. Jeden obraz. Jeden mały krok do zabrania ze sobą. Bo nabożeństwo kończy się w kościele, ale Miłosierdzie ma iść z nami do domu.
Sanktuarium jako dom Miłosierdzia
Ostatecznie jednak chodzi o coś więcej niż wtorkowe nabożeństwo. Chcemy, żeby cała nasza wspólnota coraz bardziej stawała się domem Miłosierdzia. Miejscem, w którym człowiek zmęczony może odpocząć. Zagubiony może zostać odnaleziony. Zraniony nie musi ukrywać rany. Winny może usłyszeć przebaczenie
i wezwanie do nowego życia. Samotny może zostać zauważony. Starszy nie czuje się niepotrzebny. Chory nie staje się tylko swoją chorobą.
Człowiek wracający po wielu latach nie słyszy najpierw: „Gdzie byłeś?”, ale: „Dobrze, że jesteś”. Nie oznacza to rezygnacji z prawdy. Miłosierdzie bez prawdy byłoby tylko pocieszeniem. Ale prawda bez Miłosierdzia może stać się kamieniem. Jezus łączy jedno i drugie. Widzę cię. Znam prawdę. Nie odrzucam cię. Wstań. Chodź. Idziemy dalej.
Po co więc są Wtorki Miłosierdzia?
Może odpowiedź jest bardzo prosta. Chcemy przez cały rok uczyć się jednego: patrzeć na Boga, na siebie i na drugiego człowieka oczami Miłosierdzia. Patrzeć na Boga i przestać się Go bać. Patrzeć na siebie i nie redukować się do własnych błędów, ran i ograniczeń. Patrzeć na drugiego człowieka i widzieć w nim więcej niż to, co zrobił, czego nie zrobił albo jak bardzo różni się od nas.
Chcemy, żeby człowiek wychodzący z naszego sanktuarium zabierał ze sobą nie ciężar większy niż ten, z którym przyszedł, ale nadzieję na następny krok. Może jego problem nadal będzie istniał. Może choroba nie zniknie. Może odpowiedź jeszcze nie przyjdzie.
Ale człowiek może wyjść z jednym przekonaniem: Nie jestem sam.
Jestem widziany. Jestem kochany. Jest dla mnie miejsce. Moja historia jeszcze się nie skończyła.
I wtedy może powiedzieć słowa, które są sercem całej tej drogi: Jezu, nie wszystko rozumiem. Nie wszystko potrafię. Nie wiem, co przyniesie jutro. Ale wiem, że jestem w Twoich rękach.
Koronka do Miłosierdzia Bożego
Na początku:
- Ojcze nasz..., Zdrowaś Maryjo..., Wierzę w Boga...
Na dużych paciorkach (1 raz):
- Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.
Na małych paciorkach (10 razy):
- Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.
Na zakończenie (3 razy):
- Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny zmiłuj się nad nami i nad całym światem.
Więcej informacji:
Święto Miłosierdzia Bożego
Słowa Pana Jezusa do Siostry Faustyny: Pragnę, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była Świętem Miłosierdzia.
W tym dniu kapłani będą mówić ludziom o wielkim i niezgłębionym miłosierdziu moim.
Wybór pierwszej niedzieli po Wielkanocy, która kończy oktawę Zmartwychwstania Pańskiego, wskazuje na ścisły związek między wielkanocną tajemnicą Odkupienia a Świętem Miłosierdzia. Męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa są bowiem szczytowym objawieniem miłości miłosiernej Boga. Dzieło odkupienia owocuje i aktualizuje się w sakramentach świętych, o których mówi liturgia Święta Miłosierdzia. Chrzest, sakrament pokuty, Eucharystia są niewyczerpanymi źródłami Miłosierdzia Bożego. Dlatego liturgia tej niedzieli jest punktem kulminacyjnym uwielbienia Boga w tajemnicy Miłosierdzia.
Święto Miłosierdzia Bożego ma być nie tylko dniem szczególnej czci Boga w tej tajemnicy, ale także dniem łaski dla wszystkich ludzi, zwłaszcza grzeszników. „Pragnę – powiedział Pan Jezus – aby Święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. Kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski, niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jak szkarłat”.
Aby skorzystać z tych wielkich darów, trzeba wypełnić warunki nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, tzn.: pokładać ufność w Panu Bogu, pełnić uczynki miłosierdzia, być w stanie łaski uświęcającej i przystąpić do Komunii św.
„Nie znajdzie żadna dusza uspokojenia – powiedział Pan Jezus – dopóki się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia mojego i dlatego pierwsza niedziela po Wielkanocy ma być Świętem Miłosierdzia”.
Do Święta Miłosierdzia Bożego przygotowujemy się przez Nowennę do Miłosierdzia Bożego, którą również podyktował s. Faustynie nasz Pan Jezus Chrystus.
pełny tekst "Dzienniczka" w wersji elektronicznej z odpowiednim certyfikatem autentyczności!
Św. Faustyna Kowalska - Apostołka Bożego Miłosierdzia
Urodziła się 25 sierpnia 1905 roku we wsi Głogowiec,w parafii Świnice Warskie w województwie łódzkim, w której została ochrzczona przez proboszcza ks. Józefa Chodyńskiego 27 sierpnia 1905. Była trzecim z dziesięciorga dzieci ubogich rolników, Marianny i Stanisława Kowalskich, rolnika dorabiającego stolarstwem. Rodzice przekazali jej żywą wiarę w Boga obecnego w życiu człowieka. Nauczyli ją wierności Bożym przykazaniom uczciwej pracy. W domu rodzinnym Helena (imię, które otrzymała na chrzcie) nauczyła się stawiania Bożych spraw na pierwszym miejscu. Pisała :"Kiedy widziałam, jak ojciec się modlił, zawstydziłam się bardzo, że ja po tylu latach w Zakonie nie umiałabym się tak szczerze i gorąco modlić, toteż nieustannie składam Bogu dzięki za takich rodziców". (Dz. 398)W 1914 mała Helenka przystępuje do Pierwszej Komunii św. udzielonej przez proboszcza parafii Świnice, ks. Pawłowskiego. Dziewczynka przeżyła głęboko tę uroczystość będąc świadomą obecności Jezusa w swoim sercu i pierwszego tak bliskiego spotkania z Panem.
Niecałe trzy lata uczęszczała do szkoły podstawowej w Świnicach Warckich (1917-1920). Od wczesnej młodości pomagała rodzicom w gospodarstwie rolnym. Pracowała jako pomoc domowa w Aleksandrowie, Łodzi i w Ostrówku koło Warszawy (1921-1925).Po roku pracy (w 1922) Helena wraca z Aleksandrowa do domu z zamiarem wstąpienia do zakonu. Spotyka ją stanowcza odmowa rodziców, co sprawia jej wielką przykrość, zwłaszcza tak stanowczy sprzeciw ojca. Rozczarowana Helena stara się oddalić od siebie wewnętrzne natchnienia.
1 sierpnia 1925 roku Helena wstąpiła do Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia i rozpoczęła postulat w klasztorze w Warszawie przy ul. Żytniej 3/9. Po odbyciu nowicjatu w Krakowie (1926-1928) złożyła śluby czasowe, a 1 czerwca 1933 roku wieczyste. W życiu zakonnym pełniła różne funkcje pracując w piekarni, w kuchni, w ogrodzie i na furcie w wielu klasztorach Zgromadzenia (Warszawa, Płock, Wilno, Kraków).22 lutego 1931 roku otrzymała pierwszą wizję Jezusa Miłosiernego oraz polecenie głoszenia światu Bożego Miłosierdzia. Mimo wielu wątpliwości i trudności starała się być wierną nakazom Jezusa, przekazują je swoim przełożonym i kierownikowi duchowemu, ks. Michałowi Sopoćce. Swoje przeżycia duchowe Siostra Faustyna opisała w Dzienniczku odsłaniając tajemnice życia duchowego, które przez próby wiary prowadziło ją do zjednoczenia z Bogiem. Siostra Faustyna zmarła 5 października 1938 roku w Krakowie po długich cierpieniach spowodowanych chorobą.
Błogosławiony Michał Sopoćko
Michał urodził się 1 XI 1888 r. na Wileńszczyźnie, we wsi Juszewszczyzna (Nowosady). Osiem dni później został ochrzczony w kościele parafialnym w Zabrzeziu. Przed wstąpieniem do Seminarium Duchownego w Wilnie w 1910 r., skończył Szkołę Ludową w Zabrzeziu i Szkołę Miejską w Oszmianie. 15 VI 1914 r. przyjął święcenia kapłańskie w Wilnie.
Pierwsza parafia, na której pracował ks. Michał była w Taboryszkach. Później studiował na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego, na Państwowym Instytucie Pedagogicznym kończąc tytułem magistra pedagogiki, doktoryzował się z teologii moralnej na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego i habilitował się z teologii pastoralnej.
Jako ojciec duchowy w Seminarium w Wilnie uczył się wsłuchiwać w potrzeby człowieka, a przede wszystkim rozpoznawać wolę Bożą. Wykładał również historię filozofii dla kleryków i pedagogikę, homiletykę i katechetykę dla studentów katedry teologii pastoralnej na Uniwersytecie Stefana Batorego. Był też spowiednikiem wielu żeńskich i męskich Zgromadzeń Zakonnych. W ten sposób spotkał się w 1933 r. ze św. Faustyną ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Podzieliła się z nim poleceniem Jezusa, by wymalować obraz z podpisem "Jezu, ufam Tobie". Dokonało się to z pomocą malarza p. E. Kazimirowskiego.
Korespondencyjne kierownictwo duchowe z s. Faustyną skonkretyzowało sposób głoszenia orędzia Miłosierdzia Bożego. Odtąd całe życie ks. Michała było skoncentrowane na uwielbieniu Boga w Jego Trójcy i Miłosierdziu. Przejął również "zobowiązanie" od s. Faustyny, aby powstało zgromadzenie wypraszające Miłosierdzie Boże całemu światu zgodnie z pragnieniem Jezusa.
Już trzy lata po śmierci s. Faustyny przyjął prywatny ślub czystości oraz przyrzeczenia ubóstwa i posłuszeństwa od Jadwigi Osińskiej, uczestniczki nabożeństw, konferencji, rekolekcji duchu ufności w Miłosierdzie Boże, które sam prowadził. Dało to podwaliny pod nowe Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego.
W latach 1942 -1944, podczas II wojny światowej, musiał ukrywać się przed gestapo w Czarnym Borze koło Wilna. Później wrócił do Białegostoku, gdzie był profesorem Wyższego Seminarium Duchownego. Zmarł 15 II 1975. Jego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym rozpoczął się 04 grudnia 1987 r. Uroczystej beatyfikacji dokonał Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych Ks. Arcybiskup Angelo Amato, 28 IX 2008 r. w Białymstoku.















